Lombard Ładowanie

Zespół

HOME Grzegorz Stróżniak ur. 30.04.1958

Grzegorz Stróżniak ur. 30.04.1958

Blog Single Image

Urodziłem się bo nie miałem innego wyjścia 30.04.1958 r. Jestem upartym i ambitnym bykiem. Od 1981 roku jestem liderem, wokalistą, klawiszowcem i kompozytorem zespołu Lombard, no może z małą przerwą.  Wyznaczam drogę, którą mamy podążać, nie tylko muzyczną i nie wszystkim musi się to podobać, ale jestem liderem tego zespołu i taka jest moja rola. Każdy zadaje mi pytanie czy żal mi tego co było? Ja odpowiadam: nie, nie jest mi żal, co więcej dziś jestem szczęśliwy, ze własnie tak potoczyły się losy zespołu Lombard. Ciężko pracuje się z ludźmi wiecznie niezadowolonymi, którzy robią ci łaskę, ze z Tobą pracują. Męczyliśmy się wspólna pracą, potem już swoim widokiem. Dobrze się stało, że drogi w końcu jakoś same się rozeszły. Lombard to całe moje życie, dlatego przetrzymałem nawet najtrudniejsze chwile. Te doświadczenia pozwoliły mi zrozumieć co w pracy zespołowej jest najważniejsze. To ludzie z którymi się pracuje, tacy, którzy Tobie dobrze życzą, na których zawsze można liczyć. Ludzie, którzy Cię szanują i doceniają.  Muzycy muszą znać swoją wartość i swoje miejsce w kapeli, akceptować i się nawzajem wspierać. Muszą te  akceptować to, że jestem liderem zespołu Lombard, być przekonanym, ze daje im cząstkę siebie w każdej kolejnej kompozycji. Mój przyjaciel, z resztą wspaniały biznesmen powiedział mi kiedyś "Kapela jest jak pociąg. Ty jesteś maszynistą od Ciebie wszystko zależy. Są też poszczególne wagony. Każdy jest równo ważny, potrzebny i wszystkie sprawiają, że pociąg jedzie, aż w końcu dojeżdża do celu. Jednak, gdy któryś jest uszkodzony lub nie chce jechać w tym samym kierunku, trzeba go odczepić". Podejmuje w Lombardzie bardzo trudne i ważne decyzje. W pewnych momentach, niestety nie można wysłużyć się Managerem. Nigdy decyzje te nie są pochopne. Rozmyślania nie rzadko ciągną się latami. Wierzę w ludzi i staram się dawać im kolejne szanse. Jeśli tego nie widzą to znaczy, że się zagubili i nie potrafią subiektywnie się ocenić. Porozmawiajmy jednak o tym co kocham najbardziej... Uwielbiam komponować i aranżować, aż w końcu śpiewać nowe kawałki. To najwspanialszy moment w tworzeniu płyty. Muzyka to walka z emocjami. Najbardziej lubię komponować ballady, nie wiem łatwiej komponuje się, gdy człowiek cierpi, gdy coś boli. Lubię akordy molowe czyli "minorowe". Ciężko dawać innym radość! W życiu to nie trudne, w muzyce wszystko wydaje się zbyt banalne i zbyt proste. Dopełnieniem naszej pracy jest gdy wspólnie z Martą zaczynamy dopracowywać teksty i wokale. Powstaje wtedy jedna nierozerwalna całość. Naszą muzykę określają mianem "wirtualny rock"... Nie wiem do końca co to oznacza, ale podoba mi się to określenie. Wiem jednak, że nie mógłbym grać muzyki zamykającej się w jakiś schematach i stereotypach. Uwielbiam mieszać gatunki. Lubię, gdy po spokojnej zwrotce następuję ostra jazda, rap z refrenem popowym, a potem część prawdziwego riffowego grania. Nie lubię ludzi muzycznie ograniczonych, fanatycznie podkreślających "ja słucham tylko..." lub starających się na siłę Cię zaszufladkować. Komponuję i aranżuję tak jak słucham, a słucham naprawdę wszystkiego. Szanuję klasykę, muzykę poważną, lubię też łagodne odmiany jazz'u. Jestem w stanie oszaleć na punkcie Eminema, a za chwilę POD, Limp Bizkid czy Christiny Aguilery. Muzyki nie oceniam powierzchownie. Ważne są aranżacje, realizacje, profesjonalizm i wiele innych rzeczy. W Polsce dla nas wciąż jest ważne, kto gra a nie co, jak i o czym! Ja jestem w stanie dla jednej piosenki kupić album zupełnie przeciętnego artysty. Pamiętam jak dziś, gdy Rodzice kupili mi Pianino. Wcześniej mogłem grać tylko w świetlicy mojej Szkoły. Grałem na nim godzinami. Czasem bardzo chciałem być gitarzystą. Na gitarze komponuje się zupełnie inaczej, a na scenie nie jest się uwiązanym. Obecnie cieszę się, że jestem klawiszowcem i wokalistą. Wszystko się zmieniło. Klawisze dają naprawdę najwięcej możliwości, a technika poszła tak do przodu, że na kilka utworów mogę spokojnie wyjść na środek sceny, a co za tym idzie mieć lepszy kontakt z publicznością. Miło wspominam pracę w Teatrze Polskim w Poznaniu. Robiłem wtedy muzykę do musicali (zapraszam do biografii). Uwielbiam atmosferę jaka panuje szczególnie w pustym Teatrze. Mam nadzieję, że uda się nam kiedyś z Lombardem zrobić taki spektakl by móc objechać z nim cały kraj, musical na światowym poziomie, a nie amatorkę jaką się nas w Polsce karmi. Jedyny jaki był porównywalny z broadwayowskimi produkcjami to "Metro". Na razie zadowalam się naszym Show. Wymyśliliśmy je z Martą w trakcie przesłuchiwania materiału z dwudziestolecia. Jest to prawdziwy odjazd, namiastka tego co prezentują podczas koncertów amerykańskie gwiazdy. Takich koncertów gramy w Polsce coraz więcej. Dążymy do tego by nasze Show było standardem. Dlatego zakupujemy coraz to nowsze urządzenia potrzebne do jego profesjonalnej realizacji. Cieszę się, że w Lombardzie wciąż idziemy do przodu wyprzedzając pomysły nie tylko polskich stacji telewizyjnych. Czego dowodem jest przeprowadzona półtora roku temu rozmowa z jedna z największych firm post-produkcyjnych w Europie, której siedziba znajduje się w Szwecji. Firma współpracuje z Aguilerą, Madonną, Jamiroquay, Limp Bizkid i jest zainteresowana współpracą z nami. Postawiliśmy na profesjonalizm pod każdym względem. Lombard Show to wspaniałe multimedialne widowisko. Kosztowało nas wiele pracy i pieniędzy, ale nie żałujemy. Mamy również swoją ekipę do realizacji dźwięku i wizji z czego jesteśmy bardzo dumni. Otoczony zdolnymi, nie krótkowzrocznymi ludźmi można naprawdę wszystko. Trzeba otaczać się ludźmi, którzy Tobie dobrze życzą. Staramy się dotrzeć do szerszego grona publiczności. Próbujemy naszych sił w klubach na Zachodzie. Przygotowaliśmy angielskojęzyczne wersje utworów. Mamy też ekskluzywny pół-akustyczny koncert bo jak już wcześniej mówiłem czasem trzeba odpocząć od ciężkiego grania. Zawsze byłem wierny zespołowi Lombard, w nim realizuję się w 200% procentach i nigdy nie szukałem nic innego. Lombard to całe moje życie i będę walczył o jego przeszłość ale głównie o przyszłość. Bo przecież "żyjąc przeszłością każdego dnia, po woli umieramy".