Lombard Ładowanie

AKTUALNOŚCI

ANGORA "Oddał życie do Lombardu"

Blog Image

Wielokrotnie zawieszali i wznawiał działalność, zmieniały się wokalistki i muzycy, ale On trwa do dzisiaj – GRZEGORZ STRÓŻNIAK – założyciel, lider, wokalista, klawiszowiec i kompozytor… oddał swoje życie do Lombard’u. 

Zespół „Lombard” należy do grona najpopularniejszych polskich grup pop-rockowych w Polsce. W swoim dorobku mają wiele płyt i przebojów, jak choćby nieśmiertelne „Przeżyj to sam” czy „Szklana pogoda”. Bogaty dorobek lat ’80 i ciężka praca kolejnych dziesiątek lat, zapewniła zespołowi stałe miejsce na polskiej scenie muzycznej, choć nie zabrakło upadków i wzlotów. W latach ’80 i na początku lat ’90 zespół kilkakrotnie zawieszał i wznawiał działalność, zmieniały się wokalistki i muzycy. Od początku liderem zespołu jest Grzegorz Stróżniak charakterystyczny wokalista grający na instrumentach klawiszowych, kompozytor i aranżer. Od 19 lat towarzyszy mu Marta Cugier oraz najdłużej istniejący skład w historii: Daniel Gola Patalas – gitara, Michał Guma Kwapisz - bas, Mirek Kamiński - perkusja. Zagrali razem ponad 1000 koncertów w Polsce i na świcie. Nagrali 3 dobrze przyjęte płyty i nieustająco nas zaskakują. W ubiegłym roku Lombard obchodził 35-lecie powstania. Z tej okazji wydali płytę LOMBARD swing, a koncertem w Filharmonii w Szczecinie z towarzyszeniem orkiestry i big bandu rozpoczęli trasę po Polsce LOMBARD swing – muzyka bez granic.

Niewielka wieś kilkadziesiąt kilometrów od Poznania. Wokół lasy. Dojazd tylko polną drogą. To tutaj od siedmiu lat mieszka Grzegorz Stróżniak wraz z Martą Cugier z którą dzielą nie tylko scenę ale i życie prywatne. – Zawsze marzyliśmy o takim miejscu. Moi rodzice pochodzą z tych okolic, ale jeszcze przed moim urodzeniem przeprowadzili się do Poznania. Często odwiedzałem rodzinę na wsi, uwielbiałem pracę na roli,  kocham przyrodę może dlatego zawsze ciągnęło mnie w te strony.  Muzyk dodaje, że takiego miejsca szukali przez wiele lat. – W bezpiecznej odległości od Poznania, w otulinie Pszczewskiego Parku Krajobrazowego kupiliśmy stare poniemieckie gospodarstwo, które wciąż remontujemy. Studio jest już gotowe, w tym roku kończymy remont domu. Mamy gdzie pracować i się relaksować. Mieszka z nami pięć kotów, więc jest wesoło. To jest nasze miejsce na ziemi. Cudowna ostoja spokoju. Dużo podróżują, koncertują, spotykają się z ludźmi, ale jak mówi, z przyjemnością tutaj wracają. – Tu jest pełna izolacja od ludzi, od zgiełku, od pędzącego świata. Przy dzisiejszej technologii – Internet i telefon komórkowy - możemy pracować wszędzie w lesie, na plaży w Grecji w której jesteśmy zakochani. Od kilkunastu lat jesteśmy menadżerami zespołu Lombard i niezależnymi producentami. Wszystko co się dzieje wokół nas organizujemy sami. Praca w przepięknych okoliczność przyrody jest przyjemniejsza niż w biurowcu w Warszawie czy Poznaniu. Od wielu lat jest nie tylko muzykiem, ale i producentem, - Pierwszą płytę, która nagraliśmy z Martą Deja’vu (2000), wyprodukowaliśmy jeszcze z firmą Pomaton EMI. Kontrakt daje pewien komfort ale odbiera niezależność. Może nie jesteśmy 24h na dobę w telewizji, radio czy gazetach ale czujmy się wolni. Decydujemy o treści utworów, o muzyce, stylu i produkcji. To są nasze dzieła. Możemy wszystko, nie musimy nic. Całokształt naszej pracy zależy od nas. Jak się coś nie udaje pretensje możemy mieć tylko do siebie. To bardzo ważne dla artysty. Wybraliśmy taką drogę i dobrze nam z tym, mimo, że pracy jest bardzo dużo, każdego dni.  

Artysta podkreśla, że ta niezależność jest dla nich bardzo ważna – Zespół Lombard nie musi się dziś ścigać na pierwszych miejscach list przebojów. To pole oddajemy młodym artystom, którym coraz trudniej jest zaistnieć w mediach z własnym autorskim materiałem. Media natomiast opanowała komercyjna tandeta i „ściankowy lans”. My do tego obrazka nie pasujemy, nie chcemy i nie musimy w tym uczestniczyć. To, co robimy, co nas inspiruje, to życie. Mamy swoją publiczność, komfort przebojów, które ludzie znają i kochają. Nie odcinamy kuponów, robimy wciąż nowe rzeczy, może nie na skalę bumu lat ’80 ale dziś są zupełnie inne priorytety. Kiedyś liczyła się muzyka, dziś wszystko poza nią!

30 kwietnia, w Tatrze Wielkim w Poznaniu zespół zagrał koncert z okazji 35 rocznicy powstania. „Lombard swing - muzyka bez granic” to nowy multimedialny projekt grupy. Zespołowi towarzyszyła CoOperate Orchestra oraz Big Band pod batutą Jana Zelanda.  Publiczność usłyszała takie przeboje, jak „Szklana pogoda”, „Przeżyj to sam”. „Nasz ostatni taniec”, „Diamentowa kula” i inne. Było to jednak nowe, inne wykonanie znanych utworów, bowiem zaprezentowano je w aranżacjach swingowych, jazzowych. Wzbogaciło je brzmienie instrumentów smyczkowych, a także jazzowe improwizacje znakomitych instrumentalistów - Aranżacje przygotował Jan Zeland. Dał nowe życie moim kompozycjom, niejednokrotnie nas zaskakując. Oprócz swingu jest tango, walc, trochę klimatów Quincy Jonesa, salsy i rumby. Jeśli ktoś tego nie widział i nie słyszał, może mieć wątpliwości, bo trudno sobie wyobrazić „Lombard” grający swing. Ale tym, którzy przyszli na koncerty, bardzo się podobało. To naprawdę świetny materiał muzyczny. Wszystko brzmi doskonale. Ten projekt funkcjonuje od wielu lat, musiał jednak poczekać, zrodził się w trakcie pracy, nad naszym widowiskiem historycznym „W hołdzie Solidarności – drogi do wolności”. Wróciliśmy do niego w zeszłym roku. Z okazji jubileuszu ukazała się płyta LOMBARD swing z 10 na nowo zaaranżowanymi przebojami Lombardu nagrana 5 lat wcześniej, a w styczniu 2016 zaprezentowaliśmy już dwugodzinny koncert Lombard swing – muzyka bez granic, w wypełnionej po brzegi nowej, przepięknej Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie. To ważne miasto w naszej historii. Nagraliśmy tam pierwszą płytę LIVE i wróciliśmy, by znów się nie zawieść. 

Koncert w Teatrze Wielkim w Poznaniu, to drugie wykonanie tego projektu. – To duże przedsięwzięcie. Trudno jest prowadzić intensywną bieżącą działalność zespołu Lombard i jednocześnie przygotowywać większą ilość koncertów LOMBARD swing – muzyka bez granic, angażującą 60 muzyków, sporą ekipę techniczną. Warunki przeprowadzenia takiej imprezy wymagają wiele pracy dlatego nie gramy ich zbyt wiele. Na razie postanowiliśmy grać jeden taki koncert na pół roku. Mamy w planach odwiedzić największe ośrodki w Polsce. To projekt stworzony na przyszłość, taka muzyczna odskocznia. Znakomita forma relaksu, oderwania się od rock and rolla, którego gramy bez przerwy. To oryginalny pomysł, wszyscy dziś grają symfonicznie, a my wciąż „na przekór czasom, i ludziom wbrew”. Podkreśla, że to nie jest „Lombard” symfonicznie. – To projekt o tyle nowatorski, że pokazuje nowe życie starych utworów. Pozwala pokazać naszą wszechstronność. To  fajna, muzyczna przygoda.

Zespół w tym przedsięwzięciu wykorzystuje również wizualizacje – To dopełnienie muzyki. Taki plastyczny dodatek. Od kilkunastu lat wszystkie koncerty gramy z wizualizacjami z multimediami, byliśmy pierwsi w Polsce.

Jest „Pyrą” od urodzenia. Od dziecka interesował się muzyką. – Przez wiele lat uczyłem się gry na fortepianie. Już w szkole podstawowej i średniej występowałem w zespołach. Nie miałem dostępu do tekstów, więc komponowałem do poezji różnych poetów, np. Bolesława Leśmiana, Adama Asnyka, czy Władysława Broniewskiego. W wieku 16 lat skomponowałem „Przeżyj to sam” do własnego tekstu „Ciche marzenia”. A po maturze trafiłem do Studia Sztuki Estradowej przy Estradzie Poznańskiej.

Zanim jednak rozpoczął naukę w Studio, krótko pracował. Na poczcie. Ale nie był listonoszem, lecz liczmanem. – Nie liczyłem listów, ale kasę. Parę milionów dziennie. Mam duża wprawę w operowaniu bilonem, a jeszcze lepiej banknotami.

Śmieje się, ze słuch muzyczny przydał mu się wtedy w pracy. – Usłyszałem bowiem fałszywki – różnice między jedną monetą, a drugą. Wyszła z tego niezła afera.

Już w Studio grał i współpracował z Aleksandrem Maliszewskim. – Jeździliśmy w trasy śpiewając jako chórek, ale tworzyliśmy też własny repertuar.  Na bazie adeptów Studio i zaproszonych muzyków powstał zespół Lombard  i tak to się zaczęło.

„Lombard” powstał w 1981 r. Opowiada, ze najpierw był pomysł na grupę czteroosobową wokalistów jak w zespole ABBA, ale skończyło się na trzech. – Wanda, Małgorzata i ja. Ostatni raz w tym składzie spotkaliśmy się na 10-leciu zespołu. Potem każdy poszedł swoją drogą.

Pierwsze 10 lat to wspaniały okres zespołu i bardzo płodny. Nagrali w tym czasie wiele płyt i swoje największe przeboje. – Byliśmy bardzo młodzi. Ówczesna historia Polski miała wpływ na nasze utwory. Prezentowano je w radio, udawało się nam docierać do ludzi z głęboki przekazem zawartym w tekstach Dutkiewicza, Skubikowskiego, Sobczaka, Piotrowicza. Był popyt na płyty, ludzie byli głodni muzyki za żelazną kurtyną. Zupełnie inne czasy. Powstawały znane hity Lombardu, choć nie uważam, że obecne utwory w jakikolwiek sposób im ustępują. Uważam, że komponuję i aranżuję lepiej niż w latach ’80, nie mówiąc już o współczesnych możliwościach technicznych. Jakoś nie mamy szczęścia by udało nam się wypromować współczesne o wiele lepsze piosenki. Ludzie lubią to co znają. Nie mam pretensji, cieszę się, że znają ich tak wiele, że podczas koncertu możemy zagrać hity przeplatane nowymi kompozycjami i bawią się świetnie do wszystkich utworów.

Która z wielu skomponowanych przez niego piosenek jest dla niego najważniejsza? - „Przeżyj to sam”. Utwór bardzo popularny, rozpoznawalny, kojarzony z zespołem i ze mną. Napisałem go w młodym wieku i miałem to szczęście, że taką właśnie piosenkę stworzyłem. Gramy ją od lat,  nie tylko w Polsce.  Ludzie ją cenią i coś dla nich znaczy. Na pewno nie zafunkcjonowałaby bez tekstu Andrzeja Sobczaka. Ten tekst był wyrazem natchnienia sytuacją w kraju, szarości, poczucia beznadziei, potrzeby zagrzania ludzi do działania, do walki. Tekst świetnie się zgrał z muzyką.

Przyznaje, że ludzie bardzo różnie ten utwór interpretują. – Ale wiem, że był bardzo ważny dla ludzi „S” i to jest piękne, że tak właśnie się stało. W tamtym czasie wycofany był ze stacji radiowych, ocenzurowany, dlatego szedł własnym obiegiem. Nie przeszkodziło mu to w wielkiej popularności, może wręcz pomogło. Wszak ta piosenka znalazła się w grupie kilku największych przebojów wszechczasów. Dodaje, że wówczas ten utwór już nigdy nie był prezentowany w radio. – Po latach zrobiliśmy do niego teledysk. Są w nim archiwalia, które prezentują to wszystko, co działo się w Polsce od 1980 do 1989 roku.

Wielokrotnie próbował zespół reaktywować w dawnym składzie, jednak bez powodzenia. Grali razem na 10-lecie i między 1997, a 1999. – Ale w pewnym momencie pojawiła się Małgorzata Ostrowska i.. „Lombard”. Jakby dwa odrębne byty. Odcinaliśmy tylko kupony z przeszłości. Graliśmy bez nowych kompozycji. Małgorzata szykowała się do odejścia i poszła własną droga. Cieszę, że uwolniła mnie od swoich kaprysów i swojego osobistego menadżera, który nie wiem dlaczego nazywał się menadżerem Lombard’u. Różnili się w wielu kwestiach, wspomina, że w 1987 roku zwolnili Go z własnego zespołu  – Zostałem wyrzucany z własnego zespołu i grali beze mnie. Miało być lepiej, bardziej rockowo i nie mieli grać moich kompozycji… ale jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Wymienili większość składu na młodych muzyków, którzy nie zadają pytań i można im mniej płacić, by objechać ZSRR i USA… a ja z depresją  wylądowałem w teatrze. Pisałem musicale.

W sumie napisał ich cztery. Zaprezentowano je w poznańskim Teatrze Polskim. – Łyżki i księżyc, Ujrzana we śnie Vasawadatta, W krainie kłamczuchów, Zęby 2 do tekstów Marka Koterskiego. Szukał innej drogi, jakiegoś rozwiązania.

Najwięcej płyt zespół nagrał w pierwszym okresie swojej działalności. Potem było gorzej. – W1994 reaktywowałem Lombard jako Lombard group bez wokalistek. Stworzyliśmy tylko jeden krążek z kilkoma nowymi piosenkami. Reszta, to stare „kawałki”. Natomiast pierwsza autorska płyta Lombardu ale już z Martą, zatytułowana „Deja'Vu” ukazała się w 2000 r. Był to pierwszy krążek z nowymi utworami od 1994 roku. Uważa tę płytę za dobrą i nowoczesną. – Utwory do dziś są aktualne. To połączenie elektroniki z graniem gitarowym. Ale w istocie skupiliśmy się na elektronice, wykorzystaliśmy ją. Nowe elementy wspierające brzemiennie gitar i klawiszy. Nagraliśmy ją z nowym gitarzystą. Teksty napisała Marta, a większość kompozycji jest moja. Ta płyta się nie starzeje. To jej atut. Muzycznie wyprodukowaliśmy bardzo osobisty album, choć powstał wspólnie z firmą Pomaton. To był nowy „Lombard”.

Potem było kilka płyt – składanek i opierających się na starych przebojach. Był też krążek, który nagrano podczas koncertu w 2001 r.  w Trójce - Lombard XX lat – koncert „Przeżyj to sam”. Trzy lata później pojawił się album kompilacyjny „Gwiazdy polskiej muzyki lat 80”. – A w 2008 r. powstała kolejna kompilacja naszych starych utworów tym razem pierwsze DVD koncertowe Lombard’u. Opowiadamy w nim najnowszą historię Polski. Bardzo ważne w tym projekcie są multimedia. Długo się do tego przygotowywaliśmy, ale dzięki temu całość opatrzona jest historycznymi  wizualizacjami. „W hołdzie Solidarności – Drogi do wolności”, bo taki nosi tytuł, został nagrany, podczas specjalnego koncertu w Katowicach, w Kopalni „Wujek”, w rocznicę mordu górników. To było ważne wydarzenie. I historycznie i muzycznie. 

Zupełnie nowa płyta, „Show time” wydana została w 2012 r. - To kontynuacja „Deja`Vu”. Fascynacja elektroniką, gitary w aranżach ale teksty bardzo osobiste. Ta płyta jest pamiętnikiem z historii zespołu Lombard. Zapisem niezwykłych wydarzeń i momentów, inspirowana poznawaniem ciekawych ludzi i ich historii. 

Przekonuje, że już niebawem zaczną myśleć nad kolejną. – Teraz jednak skupiliśmy się na projekcie Lombard swing. Zależało nam bowiem na uczczeniu 35lecia zespołu. A że z Martą lubimy klimaty swingu, to właśnie to wpłynęło na taki charakter projektu. Oprócz płyty pojawił się pomysł większej formy, czyli koncertu. I tak mamy „Lombard swing - muzyka bez granic”.

Zgadza się ze stwierdzeniem, że zespół przeszedł poważną metamorfozę. – Ale to nie jest nasz cel. To po prostu, kolejny projekt. Odsłania nasze możliwości. To ważne, by pokazywać się w różnych wcieleniach, w zupełnie innym klimacie i aranżacjach. Nieustająco podnosimy sobie poprzeczkę. 

Zwraca uwagę, że zespół nie musi wcale wracać do grania rocka, bo wciąż go gra. I prezentuje publiczności. – Co roku, niezależnie od „Lombard swing”, czy „Lombard w hołdzie Solidarności”, mamy kilkadziesiąt koncertów rockowych. Mamy dla kogo grać, bo ciągle mamy wielu fanów. Młodych też. Jak sądzę, ten nasz ostatni projekt także trafi do ludzi, którzy nie muszą kochać naszego rocka. A dla nas to taka odskocznia. Bo wciąż czujemy się kapelą jak najbardziej rockową.

Tomasz Gawiński